Komentarz miesięczny, czerwiec 2012

Zachowanie rynków akcji w ciągu ostatnich kilku tygodni nie pozostawia wiele złudzeń, co do dalszego rozwoju wypadków. Nawet, jeżeli w czerwcu indeksy giełdowe, pomimo pesymistycznych nastrojów na rynku, przejdą przez fazę kilkutygodniowego odreagowania (na co liczę), to siła ostatniej przeceny stawia pod dużym znakiem zapytania prognozę, według której rok 2012 zakończymy na poziomach wyższych niż w pierwszym kwartale tego roku. Jarosław NiedzielewskiDyrektor Departamentu Inwestycji

PODSUMOWANIE

  • Zachowanie rynków akcji w ciągu ostatnich kilku tygodni nie pozostawia wiele złudzeń, co do dalszego rozwoju wypadków. Nawet, jeżeli w czerwcu indeksy giełdowe, pomimo pesymistycznych nastrojów na rynku, przejdą przez fazę kilkutygodniowego odreagowania (na co liczę), to siła ostatniej przeceny stawia pod dużym znakiem zapytania prognozę, według której rok 2012 zakończymy na poziomach wyższych niż w pierwszym kwartale tego roku.

  • Nie zmienia to jednak mojego poglądu, że świat, jako całość zdoła uniknąć wejścia w recesję, a giełdy po raz kolejny wyślizgną się z objęcia rynkowej bessy. Może się oczywiście okazać, że tym razem będzie inaczej, ale póki co traktuję ostatnie wydarzenia jako element układanki podobnej do tej, z jaką mieliśmy do czynienia już dwukrotnie w ciągu ostatnich trzech lat. Ponownie przechodzimy przez kolejną odsłonę euro-kryzysu połączonego z obawami o spowalnianie gospodarcze, a nawet nawrót światowej recesji.

  • Indeks S&P500 ponownie zderzył się z 200-sesyjną średnią, której dynamiczne przebicie w dół, zarówno w 2010, jak i 2011 roku, miało dać początek wielkiemu rynkowi niedźwiedzia. Jak wiemy skończyło się tylko na strachu. Uważam, że sytuacja ta może się powtórzyć.  W przypadku wskaźników gospodarczych, zarówno ECRI, jak i indeksy aktywności ekonomicznej ISM, podobnie jak to miało miejsce w latach 2010 i 2011, zaczynają wskazywać na hamowanie amerykańskiej gospodarki. Jednak, moim zdaniem, to nie będzie zmiana trendu, tylko spowolnienie wzrostu.

  • Pojawianie się słabszych niż w poprzednich miesiącach i gorszych od wyśrubowanych oczekiwań odczytów makroekonomicznych jest, tak samo jak było kilkukrotnie w przeszłości, świetnym usprawiedliwieniem dla zmniejszenia tempa wzrostu cen amerykańskich akcji.  Będąc w trzeciej odsłonie euro-kryzysu znaleźliśmy się także w trzecim cyklu słabnących oczekiwań gospodarczych. Za kilka miesięcy okaże się, że napływające dane ekonomiczne są nieco lepsze od zdołowanych prognoz i rynkowe wahadło zacznie wychylać się w przeciwnym kierunku.   

  • Jest oczywiście jeden element, który może sugerować podobieństwo sytuacji z ostatnich tygodni do tej z września 2008 roku. To ryzyko wyjścia Grecji ze strefy euro przy braku odpowiedniego zabezpieczenia europejskiego sektora bankowego zarówno przed falą strat związanych z inwestycjami banków, jak i groźbą wycofywania depozytów oraz brakiem możliwości refinansowania działalności.
  • Nie jestem w stanie oszacować prawdopodobieństwa takiego zdarzenia, tym bardziej, że jest ono w gruncie rzeczy zależne od decyzji europejskich polityków. Mogę jedynie przyjąć założenie, że po lekcji, jaką cały świat musiał przejść po przewróceniu się pierwszej kostki domina we wrześniu 2008 roku, skłonność do odwracania się polityków plecami do sektora bankowego jest mocno ograniczona. Stąd majowa decyzja hiszpańskich władz o częściowej nacjonalizacji jednego z największych banków BANKIA, nie powinna być żadnym zaskoczeniem. Co więcej wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach podobnych zdarzeń będziemy mieli znacznie więcej.