Komentarz miesięczny, grudzień 2022

Tematami przyszłego roku będą najpierw zyski spółek, a następnie kondycja rynku pracy, czyli te elementy, których pogorszenie sygnalizuje recesję w gospodarce. Jarosław NiedzielewskiDyrektor Departamentu Inwestycji

  • Rynkowe powiedzenie głosi „Jaki styczeń taki cały rok”. W mijającym roku okazało się wyjątkowo trafne – wystarczyło pierwszych pięć sesji, żeby przesądzić o losie rynków. Spadek indeksu Nasdaq w ciągu tych kilku dni stał się zapowiedzią trwającej do dziś przeceny, która obniżyła wartość wskaźnika o 33%. Początek roku pokazał również, że głównym źródłem rynkowych zmartwień będzie rynek obligacji. Nagły wzrost rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA z 1,5% do 1,8% w pierwszych dniach stycznia nie wygląda może na znaczący z dzisiejszej perspektywy, jednak towarzyszył mu spadek indeksu amerykańskich obligacji o ponad 1,6% (11% straty do dziś).
  •  Nie wiem, czy początek przyszłego roku okaże się równie proroczy, ale wydaje mi się, że tematem przewodnim nie będzie już zaskakująco wysoka inflacja oraz nieprzejednana postawa banków centralnych. Tematami przyszłego roku będą najpierw zyski spółek, a następnie kondycja rynku pracy, czyli te elementy, których pogorszenie sygnalizuje recesję w gospodarce.
  • Nożyce między dynamiką przychodów a kosztów, rozwierające się w pandemii z korzyścią dla zyskowności firm, teraz zaczynają się ponownie zwierać. Widać to już w większości niefinansowych przedsiębiorstw w USA. Wniosek nasuwa się sam. Rekordowe marże w firmach są nie do utrzymania. Wiele wskazuje też na to, że okres łatwego (bo inflacyjnego) wzrostu przychodów ma się ku końcowi. Niedługo może zacząć brakować konsumentom paliwa do podtrzymania nadmiernych wydatków, jakich byliśmy świadkami przez ostatnie dwa lata. Analitycy banku JP Morgan szacują, że w połowie przyszłego roku zakumulowane od 2020 roku środki z transferów rządowych zostaną przejedzone.
  •  Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno mi uwierzyć, że w przyszłym roku wyniki spółek nie znajdą się pod presją. Jeśli tak się stanie, padnie ostatni już bastion broniący rynki przed następstwami prawdziwej recesji – silny rynek pracy. Tym bardziej, że według Jerome Powella to właśnie kwestia nadmiernie pełnego zatrudnienia jest kluczem do zdławienia inflacji zanim sprawy przybiorą obrót rodem z lat 70-tych ubiegłego wieku.
  • Stawiana przez Jerome Powella w roli inflacyjnego winowajcy nadzwyczajna siła rynku pracy w USA zaczyna przypominać kolasa na glinianych nogach. Z mitem tej siły mogliby polemizować już nie tylko zwalniani masowo pracownicy firm technologicznych, czy przedstawiciele sektora budowlanego. W ostatnich tygodniach również banki z Wall Street zaczęły epatować planami redukcji zatrudnienia w obliczu nadciągającej recesji. To zjawisko może się okazać bardzo zaraźliwie, gdy głównym przeciwnikiem banku centralnego w antyinflacyjnej batalii stał się rynek pracy. W końcu rynkowa mantra głosi „don’t fight the Fed”.