Komentarz miesięczny, listopad 2018

Wciąż można traktować październikową przecenę jako powtórkę z mini krachu, jakiego doświadczyliśmy na przełomie stycznia i lutego, który nie okazał się końcem trendu wzrostowego na Wall Street. Dopóki jednak nowojorskie indeksy nie pokonają niedawnych szczytów, trzeba brać pod uwagę alternatywny scenariusz, w którym październikowe tąpnięcie okaże się ostatecznie pierwszą falą bessy Jarosław NiedzielewskiDyrektor Departamentu Inwestycji

PODSUMOWANIE

  • Październikowe tąpnięcie na rynkach akcji na Wall Street okazało się najboleśniejszym miesięcznym spadkiem od letniej wyprzedaży z 2011 i majowego flash crash z 2010 roku. Po raz kolejny w tym roku wystawiło ono na próbę cierpliwość inwestorów i ich wiarę w trwającą już niemal dekadę hossę. Szczególnie boleśnie odczuli spadki akcjonariusze dotychczasowych niekwestionowanych liderów trendu wzrostowego, czyli spółek technologicznych. Do łask wróciła koncepcja rotacji aktywów, przechodzenia ze „wzrostu”, na „wartość”. Wiara w spółki FANGs przygasła.

  • Zaledwie po trzech tygodniach od ustanowienia nowych rekordów przez przemysłowy wskaźnik Dow Jonesa główne światowe indeksy odnotowały straty rzędu 9-12%. Z podobną skalą i dynamiką spadków po raz ostatni mieliśmy do czynienia na przełomie stycznia i lutego bieżącego roku, kiedy to, po trzytygodniowej euforii i 8% wzroście indeksu S&P500, wystąpił mini krach niwelujący w dwa tygodnie całą falę wzrostów.

  • Czynnikiem, który łączy oba tegoroczne tąpnięcia jest skala jednomyślności, jaka zapanowała wśród inwestorów – najpierw podczas styczniowej euforii, gdy akcje (bardziej rynki wschodzące i Europa niż Stany) stały się najbardziej pożądanym elementem portfeli inwestycyjnych, a później podczas wrześniowego bicia rekordów przez indeksy na Wall Street, gdy amerykańskie spółki zostały uznane za jedyny na świecie perspektywiczny składnik aktywów.

  • Trwające od końca października odreagowanie na amerykańskim rynku akcji, która nabrało tempa właśnie podczas środowej sesji, przyszło w najlepszym momencie do tego, by podjąć próbę zanegowania negatywnej wymowy wcześniejszych spadków. W trakcie panicznej wyprzedaży wszystkie indeksy spadły poniżej swoich długoterminowych średnich, a S&P500 znalazł się pod koniec ubiegłego miesiąca na linii trendu wzrostowego pociągniętej od dołka z 2009 roku. Wystarczył jednak tydzień, żeby wskaźnik ten wrócił ponad 200-sesyjną średnią, a groźba przełamania trendu oddaliła się.
  • Wciąż można traktować październikową przecenę jako powtórkę z mini krachu, jakiego doświadczyliśmy na przełomie stycznia i lutego, który nie okazał się końcem trendu wzrostowego na Wall Street. Dopóki jednak nowojorskie indeksy nie pokonają niedawnych szczytów, trzeba brać pod uwagę alternatywny scenariusz, w którym październikowe tąpnięcie okaże się ostatecznie pierwszą falą bessy, tak jak to miało miejsce w przypadku spadków z września/października 2000 roku, czy października 2007 roku. Podobnie jak ostatnio, również wtedy wcześniejsi liderzy hossy pokazywali słabość względem rosnących indeksów spółek sprzedającym konsumentom dobra podstawowe (staples) oraz należących do sektora użyteczności publicznej (utilities).

Interesują Cię analizy i prognozy rynku kapitałowego?

Zapraszamy do zapoznania się z opiniami i prognozami rynkowymi Dyrektora Departamentu Inwestycji w Investors TFI w formie comiesięcznych przekrojowych raportów oraz bieżących komentarzy. Publikacje Dyrektora Departamentu Inwestycji ukazują się także regularnie w mediach ekonomicznych, m.in. w Gazecie Giełdy Parkiet.

Komentarze Dyrektora Departamentu Inwestycji