Komentarz miesięczny, maj 2013

Zgodnie z przedstawioną w ubiegłym miesiącu prognozą dla rynków akcji, kwiecień, poza poprawą pogody, miał przynieść krajowym inwestorom chwilę wytchnienia po trudach pierwszego kwartału. Początek miesiąca był dość obiecujący, szczególnie w obliczu zapowiedzianej przez nowe władze japońskiego banku centralnego bezprecedensowej akcji zwiększenia bazy monetarnej. Jarosław NiedzielewskiDyrektor Departamentu Inwestycji

PODSUMOWANIE KOMENTARZA MIESIĘCZNEGO, MAJ 2013

  • Zgodnie z przedstawioną w ubiegłym miesiącu prognozą dla rynków akcji, kwiecień, poza poprawą pogody, miał przynieść krajowym inwestorom chwilę wytchnienia po trudach pierwszego kwartału. Początek miesiąca był dość obiecujący, szczególnie w obliczu zapowiedzianej przez nowe władze japońskiego banku centralnego bezprecedensowej akcji zwiększenia bazy monetarnej. Amerykański indeks S&P500 zdołał nawet pobić swój historyczny szczyt z 2007 roku i to pomimo wysypu gorszych od oczekiwań danych ekonomicznych z USA. Niestety krach na rynku metali szlachetnych, który rozprzestrzenił się na resztę surowców oraz rozczarowujący odczyt chińskiego PKB doprowadziły do gwałtownej zmiany nastrojów na giełdach.
  • Fala gorszych danych ekonomicznych, która rozlała się w ubiegłym miesiącu po całym świecie podważyła przekonanie inwestorów o odbiciu światowej gospodarki w drugim półroczu. Na ryzyko braku takiej poprawy mocno zareagowały surowce, czyli aktywa silnie uzależnione od cyklu koniunkturalnego. Ponieważ, zgodnie z historycznym wzorcem, rynki ropy, czy metali przemysłowych z pewnym opóźnieniem reagują na zmiany w stanie gospodarki światowej, stagnacja, czyli okres uklepywania dna w gospodarce, dociska ich ceny.
  • Moim zdaniem ostatnie spadki cen wielu surowców, w tym metali szlachetnych, nie muszą oznaczać długotrwałej bessy. Mogą być jedynie krachem analogicznym do tego, który przeszły rynki akcji w sierpniu 2011 roku. Mogą stanowić wyraz zniecierpliwienia inwestorów przedłużającą się stagnacją i brakiem wyraźnej presji inflacyjnej.
  • Jest jednak jedno państwo, w którym wybór pomiędzy stagnacją, a wzrostem został już dokonany i to na korzyść tego ostatniego (przynajmniej w oczekiwaniach uczestników rynku). W przeciwieństwie do inwestorów ze Stanów Zjednoczonych, Europy oraz rynków wschodzących, Japończycy uwierzyli w siłę sprawczą zapowiedzi płynących z rządu oraz z banku centralnego i znacząco podwyższyli od początku tego roku swoje oczekiwania dotyczące wzrostu PKB w 2013 roku. Receptą na kryzys ma być odejście od dogmatów ekonomicznych w nieco bardziej radykalnej formie niż spotykana ostatnio na innych rynkach rozwiniętych.
  • W założeniach państwo ma przejąć trud ponoszenia wydatków inwestycyjnych w gospodarce, a agresywna polityka monetarna ma wywołać inflację i tym samym wymusić wzrost bieżącej konsumpcji.
  • Jest jednak jeden problem, który może zniweczyć marzenie Prezesa Kurody o zwycięstwie nad deflacją. To demografia. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym, która spada w coraz szybszym tempie już od 1998 roku, jest moim zdaniem główną przyczyną deflacyjnego trendu w tym kraju.
  • Niestety Polska może stać się drugą Japonią, właśnie ze względu na podobne zmiany zachodzące w trendach demograficznych.

Interesują Cię analizy i prognozy rynku kapitałowego?

Zapraszamy do zapoznania się z opiniami i prognozami rynkowymi Dyrektora Departamentu Inwestycji w Investors TFI w formie comiesięcznych przekrojowych raportów oraz bieżących komentarzy. Publikacje Dyrektora Departamentu Inwestycji ukazują się także regularnie w mediach ekonomicznych, m.in. w Gazecie Giełdy Parkiet.

Komentarze Dyrektora Departamentu Inwestycji