Komentarz miesięczny, październik 2015

Ostatnie tygodnie na światowych rynkach to istna karuzela wydarzeń i nastrojów. Do słabych danych z Chin doszły nieco gorsze odczyty ekonomiczne z USA. Z kolei w Europie problem finansowania Grecji został zastąpiony przymusem utrzymywania imigrantów. Jakby tego było mało, Rosjanie, poprzez prowadzone w Syrii naloty, przyczynili się do wzrostu niepewności wśród inwestorów. Obraz wydarzeń dopełniają Niemcy... Jarosław NiedzielewskiDyrektor Departamentu Inwestycji

  • Ostatnie tygodnie na światowych rynkach to istna karuzela wydarzeń i nastrojów. Do słabych danych z Chin doszły nieco gorsze odczyty ekonomiczne z USA. Z kolei w Europie problem finansowania Grecji został zastąpiony przymusem utrzymywania imigrantów. Jakby tego było mało, Rosjanie, poprzez prowadzone w Syrii naloty, przyczynili się do wzrostu niepewności wśród inwestorów. Obraz wydarzeń dopełniają Niemcy. Nie dość, że nasz zachodni sąsiad w sierpniu, ze względu na powiązania handlowe z Chinami, został potraktowany jak rynek wschodzący, to otrzymał cios w plecy z własnych szeregów. Volkswagen, czyli spółka będąca jednym z motorów niemieckiego eksportu i przemysłu, znalazł się w obliczu największego kryzysu w swojej historii.

  • Piętno na rynkach finansowych odcisnął też Fed pozostawiając na niezmienionym poziomie stopy procentowe. Reakcja inwestorów, zapewne wbrew intencjom prezes Janet Yellen, była bardzo negatywna. Uznali oni, że amerykański bank centralny całkiem na serio potraktował przesłanie płynące z sierpniowego krachu i zagrożenie recesją w Chinach. Niższe stopy procentowe na dłużej to żadna pociecha przy wpadającej w kłopoty światowej gospodarce.

  • Jednak w pierwszych dniach października, odłożenie przez Fed podwyżki stóp procentowych stało się nagle tym, co rynki lubią najbardziej. Po chwilowym wahnięciu giełd w dół, indeksy giełdowe odzyskały wigor w reakcji na słabsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy. Obawy o słabszą koniunkturę w USA przesłoniła nadzieja na utrzymanie niskich stóp procentowych na dłużej. W ciągu zaledwie kilku sesji, główne indeksy giełdowe odrobiły straty poniesione po decyzji amerykańskiego banku centralnego.

  • Generalnie obecny krach wypełnił już minimalne wymagania do uznania spadków za zakończony. Trwał półtora miesiąca, przynajmniej raz testowaliśmy pierwotne dno, a wśród inwestorów zapanował iście katastroficzny nastrój. Jedynie skala przeceny (na szczęście) okazała się znacznie mniejsza niż w przypadku 6 poprzednich tego typu tąpnięć na Wall Street. Zazwyczaj spadki przekraczały 20%. Teraz jak na razie, skończyło się na 12-proc. spadku indeksu S&P500.

  • W pierwszych tygodniach rozróżnienie między krachem, który nie powoduje odwrócenia się trendu wzrostowego, a początkiem trendu spadkowego jest moim zdaniem ekstremalnie trudne. Kilka miesięcy po rynkowej przecenie, zarówno w hossie, jak i w bessie następuje próba sił między giełdowymi bykami i niedźwiedziami. W typowym krachu, indeksy bez większych problemów radzą sobie z pobiciem 200-sesyjnej średniej, a w przypadku nastania bessy nie.
  • Znacznie trudniejsza jest weryfikacja tego, czy słabość rynków akcji jest dyskontowaniem zbliżającej się recesji. Trzeba przyznać, że dane z sektora przemysłowego napływające w ostatnich miesiącach zarówno z Chin, jak i USA mogą wzbudzać niepokój. Jednak konsumpcja po obu stronach oceanu trzyma się mocno. Dlatego przy braku przesłanek do uznania ostatnich spadków za początek bessy, należy je traktować jak krach, którego wzorcem mogą być tąpnięcia z sierpnia 2011 lub 1998 roku. Do końca roku powinniśmy móc ostatecznie zweryfikować słuszność tego założenia.

Interesują Cię analizy i prognozy rynku kapitałowego?

Zapraszamy do zapoznania się z opiniami i prognozami rynkowymi Dyrektora Departamentu Inwestycji w Investors TFI w formie comiesięcznych przekrojowych raportów oraz bieżących komentarzy. Publikacje Dyrektora Departamentu Inwestycji ukazują się także regularnie w mediach ekonomicznych, m.in. w Gazecie Giełdy Parkiet.

Komentarze Dyrektora Departamentu Inwestycji