Komentarz miesięczny, październik 2018

Jeśli te spadki miałyby być prawdziwym krachem, to powinny skończyć się w ciągu tygodnia lub dwóch, ale mogłyby pociągnąć za sobą znacznie większe straty niż te 5% na indeksie S&P500 w ciągu pięciu sesji. W takim scenariuszu zdołalibyśmy jednak odrobić dużą część spadków jeszcze w tym roku... Jarosław NiedzielewskiDyrektor Departamentu Inwestycji

PODSUMOWANIE

  • Zaledwie kilka tygodni trwało świętowanie ustanowienia rekordów długości trwania zarówno hossy na Wall Street, jak i ekspansji amerykańskiej gospodarki. Tuż po tym, jak ostatni z głównych nowojorskich indeksów - przemysłowy wskaźnik Dow Jonesa – zdołał pokonać styczniowe maksimum, nastąpiła gwałtowana ucieczka inwestorów z rynku akcji. Winę przypisano szybko rosnącym rentownościom obligacji, dorzucając jeszcze eskalację wojny handlowej między USA, a Chinami.

  • W efekcie trwającej zaledwie 5 sesji przeceny, rozpoczętej 4 października, indeks Nasdaq znalazł się na poziomie z maja bieżącego roku, niwelując większość wysokiego, bo 14-procentowego, ale za to mozolnego i poprzecinanego licznymi korektami, wakacyjnego wzrostu. Również inne indeksy na Wall Street, choć biły w ostatnich miesiącach historyczne rekordy, nie dokonywały tego w sposób sugerujący jakąś „irracjonalną wybujałość”, której można było doszukiwać się podczas rajdu z pierwszych tygodni roku.

  • Niezaprzeczalnym faktem jest jednak to, że inwestorzy giełdowi podczas minionych wakacji przeprosili się z amerykańskim rynkiem akcji i uznali go za najbardziej perspektywiczny. Co prawda, patrząc na wzrost odsetka giełdowych optymistów, jakaś korekta rynkowi w USA się należała, ale do poziomów styczniowej ekscytacji daleko.

  • Niektórzy analitycy przyczyn obecnego zamieszania doszukują się w coraz większej eskalacji wojen handlowych. Byłby to chyba jednak pokaz zbyt dużej inercji rynku. Zarówno wcześniejsze ogłaszanie planów coraz to nowych taryf, jak i wcielanie tych zapowiedzi w życie wywoływało za każdym razem coraz słabszą reakcję rynku.

  • Inną przyczyną obecnych rynkowych zawirowań miał być wzrost rentowności długoterminowych obligacji amerykańskiego rządu. Ten sam pretekst wykorzystali inwestorzy do usprawiedliwienia lutowego załamania na rynkach akcji. Ale tak jak wtedy, tak i tym razem, jest to moim zdaniem mało przekonujący argument. Ceny obligacji zaczęły mocniej spadać już od początku września i choć trend ten nasilał się, nie przeszkodziło to indeksowi S&P500 w ustanawianiu kolejnych rekordów.
  • Jeśli te spadki miałyby być prawdziwym krachem, to powinny skończyć się w ciągu tygodnia lub dwóch, ale mogłyby pociągnąć za sobą znacznie większe straty niż te 5% na indeksie S&P500 w ciągu pięciu sesji. W takim scenariuszu zdołalibyśmy jednak odrobić dużą część spadków jeszcze w tym roku. Gorzej jeśli mamy do czynienia z sygnałem końca hossy. Należy pamiętać, że początek bessy wygląda zazwyczaj jak jedna z wielu korekt. Wszystkie tegoroczne próby wystraszenia inwestorów nie miały dalszych, konsekwencji. Mam nadzieję, że tym razem (jeszcze) będzie podobnie.

Interesują Cię analizy i prognozy rynku kapitałowego?

Zapraszamy do zapoznania się z opiniami i prognozami rynkowymi Dyrektora Departamentu Inwestycji w Investors TFI w formie comiesięcznych przekrojowych raportów oraz bieżących komentarzy. Publikacje Dyrektora Departamentu Inwestycji ukazują się także regularnie w mediach ekonomicznych, m.in. w Gazecie Giełdy Parkiet.

Komentarze Dyrektora Departamentu Inwestycji