Komentarz miesięczny, wrzesień 2020

Nie straszyłbym jednak jeszcze końcem hossy i napędzającej jej spekulacji. Bardziej prawdopodobne jest, że po kilku miesiącach szybkiej odbudowy po krachu weszliśmy w okres wyższej zmienności, która pozostanie już z nami do końca cyklu... Jarosław NiedzielewskiDyrektor Departamentu Inwestycji

PODSUMOWANIE

  • Po najlepszych dla inwestorów od ponad 50 lat wakacjach na Wall Street, wrzesień przyniósł gwałtowne ochłodzenie nastrojów. Indeks Nasdaq zaliczył najmocniejszy spadek od marcowego krachu. U jednych wzbudziło to obawy o pęknięcie spekulacyjnej bańki, innym dało nadzieję na przepływ kapitału z sektora technologicznego do innych branż. Zmienność, której tylko jedną stronę inwestorzy podziwiali przez ostatnie miesiące, pokazała w końcu swoje drugie, mniej korzystne dla ich portfeli, oblicze. I tak już powinno zostać. Zmienność powróciła.
  • Jak to często bywa, spadki dosięgnęły inwestorów w momencie, gdy zaczęli oni nabierać coraz większej pewności co do kontynuacji trendu wzrostowego (przynajmniej profesjonalni gracze, bo mniejsi, ale doświadczeni wciąż wyglądają na nieprzekonanych). Ustanowienie w ostatnich dniach wakacji nowego rekordu przez indeks S&P500 stało się formalnym potwierdzeniem wizji podzielanej przez coraz liczniejszą rzeszę uczestników rynku. Jednak tylko przez dwa tygodnie inwestorom dane było cieszyć się z rekordowych poziomów głównego indeksu na Wall Street. Rozpoczęte 3 września spadki zepchnęły S&P500 poniżej poziomów sprzed pandemii.
  • Co więcej, pojawiły się informacje, zgodnie z którymi cały wakacyjny triumfalny marsz ku szczytom na nowojorskiej giełdzie mógłby się okazać jedynie rezultatem połączenia hazardu z manipulacją. Moim zdaniem jednak nawet jeśli obecna hossa „jedzie na sterydach”, to nie oznacza to, że nie jest realnym fenomenem, ani że musi się skończyć już dziś, w momencie gdy odsłonięto kulisy tego rynkowego dopingu. Skoro wizja prawdziwej recesji oddala się z każdym miesiącem, a dane ekonomiczne (np. spadające bezrobocie w USA) wciąż świadczą o stopniowej odbudowie zniszczeń po wymuszonym zamknięciu gospodarek, trudno budować wizje nadciągającej prawdziwej długoterminowej bessy na rynkach akcji.
  • Można mieć jednak uzasadnione wątpliwości co do struktury, stylu i tempa wzrostów, jakie obserwujemy od marcowych dołków. Trudno jest znaleźć usprawiedliwienie dla minieuforii, jaka opanowała akcjonariuszy spółek Apple czy Tesla na wieść o splicie ich akcji. Już sam wzrost kapitalizacji producenta telefonów iPhone (600 mld dolarów licząc od czerwca), równoważny rocznemu PKB Polski, może budzić wątpliwości, co do tego czy wartość rynkowa firmy nie rozminęła się za bardzo z fundamentami. Doszło do tego, że kapitalizacja Appla była ostatnio porównywalna zarówno z łączną wartością wszystkich spółek notowanych na giełdzie we Frankfurcie, jak i z całą rzeszą małych spółek wchodzących w skład indeksu Russell 2000.
  • Posługując się przykładem sprzed dwóch dekad należy zauważyć, że w ciągu ostatnich 15 miesięcy wzrostów, kończących hossę lat 90-tych, najbardziej „rozgrzany” indeks Nasdaq przechodził przez 11 okresów korekcyjnych trwających od 2 do 21 sesji, skutkujących spadkami od 3 do 13% (średnio 8 sesji po 8% spadku). Co więcej, indeks S&P500 zdołał wzrosnąć w tym okresie o kolejne 25%, pomimo tego, że prawie połowa sesji okazała się spadkowa. Tak wtedy, tak i dziś rynkowe byki muszą pogodzić się z wyższą zmiennością, w kolejnych miesiącach. Taka jest cena kontynuacji obecnej hossy.

Interesują Cię analizy i prognozy rynku kapitałowego?

Zapraszamy do zapoznania się z opiniami i prognozami rynkowymi Dyrektora Departamentu Inwestycji w Investors TFI w formie comiesięcznych przekrojowych raportów oraz bieżących komentarzy. Publikacje Dyrektora Departamentu Inwestycji ukazują się także regularnie w mediach ekonomicznych, m.in. w Gazecie Giełdy Parkiet.

Komentarze Dyrektora Departamentu Inwestycji