Niemcy - polityczny impas póki co nie jest groźny

Toczące się od września negocjacje w sprawie stworzenia większościowej koalicji rządowej w Niemczech nie przynoszą rezultatów, co przekłada się na większą nerwowość inwestorów. Fakt, że sytuacja gospodarcza naszego zachodniego sąsiada jest dobra powoduje jednak, że póki co polityczny impas nie wywołuje większych skutków na rynkach finansowych. Ich dalszy relatywny spokój zależy jednak od ostatecznych rozstrzygnięć na niemieckiej scenie politycznej.

Choć wrześniowe wybory w Niemczech wygrała rządząca wcześniej koalicja CDU/CSU, to powyborczy układ sił w parlamencie powoduje, że do stworzenia większościowego rządu konieczne jest zbudowanie nowej, szerszej koalicji niemieckich ugrupowań. Jak do tej pory negocjacje w tej sprawie nie przynoszą rezultatów. Kanclerz Angela Merkel nie chce natomiast budować rządu mniejszościowego. W związku z tym wśród komentatorów coraz częściej pojawia się opinia, że konieczne będą przedterminowe wybory.

Polityczny pat u naszego zachodniego sąsiada przekłada się na rosnącą nerwowość inwestorów. Informacja o fiasku rozmów CDU/CSU z FDP i Zielonymi wywołała początkowo silną reakcję rynków finansowych. Rankiem 20 listopada spadek na kontraktach terminowych na DAX sięgał 1%. Osłabiło się również euro. Z czasem sytuacja się poprawiła i ostatecznie inwestorzy przeszli nad tą informacją do porządku dziennego.  

Trudno powiedzieć, kto w Niemczech zyska, a kto straci na przedterminowych wyborach. Niemiecka gospodarka jest na ścieżce wzrostu i gdyby w roli głównej siły politycznej CDU/CSU została zastąpiona przez SPD, reakcja rynków nie byłaby znacząca. Co innego gdyby mniejsze partie zyskały na tyle, by stworzyć koalicję będącą w stanie przejąć władzę. Na razie jest to niewyobrażalne, ale wszystko może się zdarzyć. Gdyby sondaże, a później ostateczne wyniki, sugerowały przejęcie władzy przez koalicję mniej centrową, reakcja rynków byłaby znacząca. Wynikałoby to nawet nie z tego, że mniejsze partie są gorsze od CDU/CSU i SPD. Ich rządy stanowiłyby po prostu pewne novum i zwiększały niepewność, czyli coś, czego rynki finansowe zdecydowanie nie lubią. Inwestorzy na pewno nie byliby szczęśliwi, gdyby układanka, która wydawała się już ułożona, została ponownie rozrzucona. I nie chodzi tylko o Niemcy, ale całą Europę. Przed nami wybory we Włoszech, ale po wyborach we Francji i Niemczech wydawało się, że sytuacja w krajach nadających ton Unii Europejskiej jest stabilna. Zmiana mogłaby być wyzwaniem dla rynku, i to dużym.

W tym, póki co mało prawdopodobnym, scenariuszu giełdy europejskie — nie tylko niemiecka — zachowywałyby się słabiej od reszty świata. Należy pamiętać, że w Europie inwestują również Amerykanie, którzy obecnie przeważają akcje europejskie i rynków wschodzących, niedoważając papiery amerykańskie. Jeśli staną oni w obliczu nowego czynnika ryzyka, to mogą chcieć ograniczyć swoje zaangażowanie na Starym Kontynencie.

Na razie jednak nie ma powodu, by zakładać taki rozwój wypadków. Trzeba poczekać na ostateczne decyzje kanclerz Angeli Merkel — czy jest skłonna do przeprowadzenia przedterminowych wyborów, czy też będzie próbowała grać tymi kartami, które są na stole.

Jarosław Niedzielewski
DYREKTOR DEPARTAMENTU INWESTYCJI

Interesują Cię analizy i prognozy rynku kapitałowego?

Zapraszamy do zapoznania się z opiniami i prognozami rynkowymi Dyrektora Departamentu Inwestycji w Investors TFI w formie comiesięcznych przekrojowych raportów oraz bieżących komentarzy. Publikacje Dyrektora Departamentu Inwestycji ukazują się także regularnie w mediach ekonomicznych, m.in. w Gazecie Giełdy Parkiet.

Komentarze Dyrektora Departamentu Inwestycji