GPW, S&P 500, Nasdaq: pogoń za uciekającymi zyskami
FOMO, czyli strach przed przegapieniem okazji, każe kupować wtedy, gdy wszyscy już zarabiają – najczęściej na samym szczycie. To jeden z najkosztowniejszych błędów inwestora. Sprawdź, jak inwestować nie dając się wciągnąć w pogoń za tłumem spóźnionych kupujących.
W skrócie
FOMO to strach przed przegapieniem okazji, podsycany przez media społecznościowe.
Ulegając FOMO, kupujemy zwykle za późno i sprzedajemy w panice.
Systematyczne inwestowanie i zarządzanie przez ekspertów chronią przed pogonią za tłumem.
Czym jest FOMO na rynku finansowym?
Znajomy rzuca mimochodem: „wszedłem trzy miesiące temu, już mam sto procent na plusie”. Grupa na Facebooku huczy od zrzutów ekranu z wykresami idącymi pionowo w górę. W telewizji ekspert tłumaczy, dlaczego dana spółka, branża, waluta czy surowiec ma przed sobą tylko wzrosty. I nagle w głowie pojawia się jedna myśl – a nawet gorzki wyrzut – inni już zarabiają, a ja stoję z boku.
To uczucie ma nazwę – FOMO (ang. fear of missing out), czyli strach przed przegapieniem okazji. To właśnie FOMO, znacznie częściej niż chłodna kalkulacja, odpowiada za jeden z klasycznych błędów, jakie popełniają osoby zastanawiające się, jak inwestować mądrze.
Inwestorzy z mediów społecznościowych
Problem w tym, że kiedy Ty – trzymając się transportowej analogii – wskakujesz do pociągu, wielu innych pasażerów robi to samo w tym samym momencie. To właśnie ten tłum, wskakujący na ostatniej prostej, najczęściej płaci najwyższą cenę za bilet. FOMO nasila się, gdy widzimy sukcesy innych, zwłaszcza w mediach społecznościowych, gdzie każdy chętnie chwali się zyskiem, a rzadko kiedy stratą. To tworzy złudny obraz, ponieważ wygląda na to, że zarabia każdy, więc tym silniejszy jest strach, że to Ty zostajesz w tyle, zostajesz na peronie.
Historia rynków dostarcza wielu przykładów, do czego to prowadzi. Jednym z bardziej spektakularnych i nowych przykładów była gorączka wokół tzw. meme stocks. To spółki, których kurs eksplodował w ciągu dni czy tygodni głównie za sprawą szumu w mediach społecznościowych, a nie zmiany fundamentów biznesu. Część inwestorów, którzy weszli wcześnie, rzeczywiście zarobiła. Część z tych, którzy dołączyli w szczycie szumu – kierowani właśnie strachem przed przegapieniem okazji – kupowała już na samym szczycie i została z akcjami wartymi ułamek tego, co zapłaciła.
Gdy emocje przejmują kontrolę...
FOMO działa najsilniej właśnie wtedy, gdy emocje przejmują kontrolę nad chłodną kalkulacją, a to może przydarzyć się każdemu, niezależnie od doświadczenia. Najbardziej podatni bywają inwestorzy początkujący i młodsi, którzy o inwestowaniu uczą się głównie z mediów społecznościowych, gdzie trudniej odróżnić rzetelną analizę od chwilowej mody.
Inwestor kierujący się FOMO, nawet gdy osiągnie sukces, często nie ogranicza się do jednej transakcji. Wchodzi w kolejne „gorące tematy inwestycyjne”, jeden po drugim, płacąc przy okazji prowizje i podatki od każdej transakcji. Efekt końcowy bywa taki, że nawet jeśli część transakcji wyjdzie na plus, całość portfela w dłuższym terminie i tak traci na wartości szybciej, niż zarabia.
Jak oprzeć się FOMO?
Dla wielu osób najlepszym sposobem na ominięcie pułapki FOMO jest delegowanie decyzji. Powierzenie kapitału ekspertom z TFI pozwala zdjąć z siebie emocjonalny ciężar codziennego śledzenia wykresów i skupić się na tym, co najważniejsze – długoterminowym celu, do którego zmierza Twój pociąg. To nie oznacza, że fundusz zawsze wygrywa z rynkiem. Oznacza jedynie, że proces decyzyjny nie jest podatny akurat na ten jeden, bardzo kosztowny błąd: kupowanie na fali euforii.
Drugim, równie pomocnym narzędziem jest systematyczne inwestowanie. Regularne, zaplanowane wpłaty tej samej kwoty, niezależnie od tego, co akurat jest na topie, mogą pomóc ograniczyć pokusę gonienia za trendem.
Prawdziwe pytanie nie brzmi więc „czy zdążę wskoczyć do tego pociągu?”, tylko „dokąd jedzie mój pociąg?”. To nic innego jak wybór odpowiedniego TFI i dopasowanego do nas funduszu.
Warto zapamiętać:
Im dłuższy horyzont, tym mniej opłaca się reagowanie na chwilowe mody rynkowe. Zamiast gonić za tym, co właśnie drożeje, wielu inwestorów trzyma się z góry ustalonego celu i inwestuje regularnie, a bieżące decyzje o doborze instrumentów pozostawia zarządzającym funduszem. Takie podejście nie gwarantuje zysku ani nie chroni przed stratą, ale ogranicza ryzyko jednego z najczęstszych błędów, czyli kupowania na fali euforii.
Autor: Redakcja investors.pl
Weryfikacja merytoryczna: Grzegorz Dróżdż, Dyrektor Departementu Komunikacji
Udostępnij, jesli spodobał Ci się nasz artykuł!